niedziela, 15 maja 2016

Rozdział 6

Minął już dobry tydzień od mojego "żabiego" pokazu. Wokół Thora do tej pory unosił się delikatny aromat bagniska. Na szczęście, Lokiemu udało się przywrócić Thora do jego ludzkiej postaci, a mnie udało się-co było olbrzymim osiągnięciem-nakłonić Thora do kąpieli natychmiast po treningu. Cały Asgard odetchnął z ulgą. Tak się właśnie nazywa miejsce, w którym teraz mieszkam: Asgard. Jest to coś w rodzaju krainy bogów. Tu właśnie spędzają czas, kiedy nie wtrącają się w życie nas, malutkich ludzików. Asgard jest olbrzymim miastem, z olbrzymią ilością parków, karczm i teatrów. W jego centrum góruje wielki, złoty królewski pałac-tu właśnie mieszkam i trenuję. A pomaga mi w tym dwóch dość irytujących bogów...

-Aha! Tu jesteś!
Krzyknął Thor i podniósł mnie z ziemi. Od blisko godziny ukrywałam się w królewskich ogrodach, próbując uniknąć kolejnego treningu zbrojeniowego z Thorem... Niestety, z powodu jego Asgardzkiego przeszkolenia i czasu spędzonego u Królowej Lodu, nie miałam szans się przed nim ukryć. Przynajmniej nie na tak długo, by uniknąć treningu. Thor przerzucił mnie sobie przez ramię i powędrował na plac treningowy.
-Przykro mi, Nat. Przede mną się nie schowasz. To co, w jakiej dziedzinie walki skopię ci dzisiaj tyłek, hmm?
Nadawał Thor. Odkąd zamieniłam go w żabę, moje treningi z nim stały się szkołą przetrwania. W ramach zemsty po "żabim" incydencie, codziennie na placu treningowym pokonywał mnie w każdej możliwej dziedzinie walki. Nawet zajęcia z magii z Lokim były prostsze. I wtedy przypomniałam sobie o mojej ostatniej desce ratunku.
-Loki? Halo, Rogaczu, robisz coś ważnego? Bo jak nie, to chętnie skorzystam z twojej pomocy...
Powiedziałam mentalnie do Lokiego. Od razu odpowiedział.
-Niech zgadnę... Twój kamuflaż znów okazał się wadliwy?
Spytał się. Wyczułam w tym pytaniu nutkę śmiechu.
-Jak ty mnie znasz. Jesteśmy przy Zachodniej Bramie.
Odpowiedziałam.
-Oho, to jest niebezpiecznie blisko placu treningowego. Dobra, uważaj. Zaraz tam będę.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Niestety, Thor to zauważył. I doskonale wiedział, co to znaczy.
-Oho, znowu poprosiłaś mojego brata o ratunek? O nie, tym razem się nie dam!
Zaśmiał się i wyciągnął rękę. Jego magiczny młot, którego poprawna nazwa była zbyt trudna do wymówienia, przyleciał do niego. Już kilka razy Lokiemu udało się zaskoczyć Thora i rozproszyć go na tyle, bym dała radę mu uciec.
-Uważaj. Thor jest czujny.
Ostrzegłam Lokiego.
-Ha! I dobrze! Będzie tym zabawniej.
Odpowiedział mój wybawca. I wtedy zobaczyłam TO. Wielkiego byka o złotych rogach, stojącego na środku alejki. Wiedziałam, że to Loki transmutowany w byka, poznałam go po złocie na rogach. Każde zwierzę, w jakie transmutował się Loki, miało jakiś złoty akcent. To był jego znak rozpoznawczy.
-O nie, bracie. Ten trening jest naprawdę ważny!
Powiedział, śmiejąc się Thor. Byk także wydał z siebie dźwięk podobny do śmiechu, ale nie przesunął się.
-No cóż, bracie... Wiesz, że często mówię bez zastanowienia... Może się zdarzyć, że podczas rozmowy z Nat, twój sekret może mi się... Wymsknąć...
Powiedział cicho Thor, uśmiechając się i patrząc na brata. Loki rzucił spojrzenie w moją stronę i zamienił się z powrotem w człowieka. Wyraźnie zbladł. Spojrzał na brata.
-Tego byś nie zrobił.
Wyglądał na spiętego.
-Nie? Przepuść nas, a zapomnę o twoim małym sekrecie...
Powiedział Thor z szerokim uśmiechem. Loki rzucił mi zrezygnowane spojrzenie i odsunął się.
-Przepraszam.
Usłyszałam w myślach.
-Nie masz za co...
Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się diabelsko. Thor był na tyle zajęty rozmową z bratem, że rozluźnił uścisk. W jednej chwili wyrwałam mu się i zamieniłam się w myszołowa. Dobrze, że opanowałam już transformację. Wzleciałam w powietrze i zobaczyłam, że Loki, pod postacią orła przedniego, zrobił to samo. Roześmiałam się w myślach.
-Całe przedpołudnie mam wolne! Wolność!
Śmiałam się w myślach na cały głos. Loki do mnie dołączył.
-Mogę się tylko cieszyć, że nie uciekasz z lekcji magii.
-Ha! To byłoby takie proste, że nawet wstyd mi próbować!
Powiedziałam śmiertelnie poważnie, lecz w duchu się śmiejąc.
-Cały czas jestem od ciebie lepszy w magii. Nie zapominaj o tym!
Roześmiał się Rogacz.
-Tak? Udowodnij.
Zażądałam. I w tym momencie poczułam, że zamieniam się z powrotem w człowieka. Kilkaset metrów nad ziemią! Zaczęłam spadać, gorączkowo myśląc jak tu się uratować. Kiedy byłam już 10 metrów nad ziemią, zamieniłam się w motyla. A raczej, ktoś mnie zamienił. Wylądowałam na ziemi i z powrotem zamieniono mnie w człowieka. Tuż obok wylądował Loki, śmiejąc się do rozpuku.
-Okej... Nadal jesteś lepszy.
Rzuciłam, ciężko oddychając, ale z uśmiechem na twarzy. Ten to miał poczucie humoru...
-Chodź.
Powiedział Loki, łapiąc mnie za rękę. Zdziwiło mnie to. Loki zwykle unikał kontaktu cielesnego, w przeciwieństwie do swojego brata, który ciągle mnie łapał, podrzucał i ciągął na plac. Ale nie wyrwałam ręki. Loki mnie... Intrygował. Był taki zamknięty w sobie, ale kiedy ze mną rozmawiał, stawał się taki... Otwarty. Radosny.
-Zaraz obiad.
Dodał i popędziliśmy do zamku.
Na obiedzie usiedliśmy obok Thora. Nadal był na nas trochę obrażony za moją ucieczkę z zajęć. Ale śmiał się i co chwila patrzał na Lokiego. Dziwne...
-Hej, Nat, wiesz, mój brat jest pełen kontrastów, nieprawdaż?
Rzucił Thor. Loki patrzał na niego, wzrokiem każąc mu milczeć. Ale on kontynuował.
-Taki niby nieśmiały, ale z diabłem w duszy. Ledwo tu przyjechałaś, a on już się zakochał... Prawda, bracie?
Dokończył Thor, patrząc to na mnie, to na Rogacza. On spojrzał na mnie z bólem w oczach i uciekł z jadalni.
-Thor! Oszalałeś!? Nie przyszło ci do głowy, że to może zawstydzić!?
Krzyknęłam wściekła.
-Idę za nim. A ty lepiej się chowaj, bo jak wrócę, to cię zabiję.

Loki był w ogrodach. Miotał się po nich, mrucząc coś pod nosem. Nagle usiadł ciężko na ławce i schował twarz w dłoniach. Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu.
-Hej.
Spojrzał na mnie i natychmiast uciekł wzrokiem.
-Hej.
Odpowiedział.
-Czy to, co powiedział Thor... To prawda?
Spytałam. On tylko westchnął, wziął mnie za rękę i otworzył przede mną swój umysł. Zalała mnie fala wspomnień. Jego wspomnień.
Ćwiczyłam z Thorem, a ten mnie powalił. Loki przyglądał się temu, niewidzialny, marząc, by mi pomóc.
Czytałam książkę w ogrodzie. On siedział obok mnie i przyglądał mi się ze smutkiem w oczach, myśląc, że jego uczucia nigdy nie zostaną odwzajemnione.
Spałam u siebie w komnacie, a on siedział na fotelu i przyglądał mi się.
Takich wspomnień były setki. Każdemu towarzyszyło silne uczucie miłości. Spojrzałam na niego i łza potoczyła mi się po policzku. Jak mogłam tego nie widzieć? Te drobne rzeczy, które dla mnie robił, bał się zrobić więcej, by nie zostać odrzuconym... Mocno go przytuliłam.
-Co to za głupi pomysł, że nie odwzajemnię tych uczuć?
Spytałam się, uśmiechając się i patrząc na niego.
-Nie wiem... Ale nieważne. Chyba będę musiał podziękować Thorowi...
Powiedział z niepewną miną. Roześmiałam się.
-Chodź. Pomogę ci.

Light it Up-Major Lazer



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz