czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 7

-Nathalie. Proszę. Nie możesz tak odcinać się od świata...
Odkąd odszedł Loki, a Thorowi zostały ogłoszone "wielkie wieści" (czytaj: zostanie władcą i przymusowe małżeństwo ze mną), nie robiłam nic produktywnego. Siedziałam cały dzień w mojej komnacie, nie pojawiałam się na bankietach ani przemówieniach Odyna do ludu. Nie miałam zamiaru udawać, że wszystko jest w porządku.
-Nat... Proszę, wiesz, że nic na to nie poradzisz.
Powtórzył Thor. On też cierpiał. Pogładził mnie po włosach. O nie. Dosyć tego. Błyskawicznym ruchem wyciągnęłam sztylet ukryty w rękawie i przytknęłam mu go do gardła.
-Nie. Pozwalaj. Sobie. Rozumiesz!?
Wysyczałam. Oczywiście, kochałam Thora. Był dla mnie niczym brat. Ale nie mogłam mu pozwolić na tego typu zachowania. Nigdy.
Thor, wiedząc, że lepiej nie ryzykować, odsunął się i ciężko westchnął. Niby nie chciał tego małżeństwa w takim samym stopniu, jak i ja, ale czasami miałam wrażenie, jakby już przygotowywał się do roli męża.
-Przepraszam. Odyn prosi cię do siebie.
Powiedział Thor.
-Nigdzie nie idę.
Mruknęłam. Thor westchnął. Wtedy zrobił coś dziwnego. Szybko zamknął drzwi od komnaty i zasłonił okna. Mocniej złapałam sztylet. Nie wiedziałam, co on planuje.
-Słuchaj. Wiem, gdzie jest Loki. Ma zamiar zaatakować siedzibę Królowej Lodu. Odyn o niczym nie wie. Zresztą, tylko ty możesz go powstrzymać. Heimdal "przypadkowo" nie zamknął portalu. Masz pięć minut.
Wyszeptał Thor. I wyszedł. Od razu rzuciłam się do garderoby. Szybko przebrałam się w mój stary strój Łowczyni i pod postacią kota opuściłam moje apartamenty. Dość szybko dotarłam do portalu. I dopiero teraz TO do mnie dotarło. Przecież w twierdzy Królowej Lodu jest Jacob!!! Mój brat!!! Spanikowana, wskoczyłam w portal. W czasie podróży nawiedziły mnie czarne myśli. A co, jeśli Loki już zaatakował? Jeśli Jacob nie żyje? Czy przybywając na miejsce, znajdę jego zimne, martwe ciało?
-Przestań.
Rozkazałam sama sobie. I w tym właśnie momencie uderzyłam nogami o zmrożoną ziemię twierdzy Królowej. Od razu popędziłam do pokoju Jacoba. Był tam, na szczęście.
-Siostra!? Co ty tu robisz!?
Zawołał, gwałtownie stając na nogi.
-Nieważne. Bierz Janan i kogo jeszcze dasz radę i uciekaj. Tu zaraz będzie bardzo niebezpiecznie.
Rzuciłam, ciągnąc go w stronę wyjścia z twierdzy. Oszołomiony, nawet się nie opierał.
-Ale... Ja przecież dam radę.
Otrząsnął się i wyrwał swoją rękę z mojego uścisku. Wtedy wybuchłam.
-Dasz radę, tak!? A jak zaatakuje bóg, też dasz radę!?
Wrzasnęłam. I wtedy całą twierdzą wstrząsnął huk. Z sufitu posypały się kamienie. W powietrzu czuć było magię.
-Jacob, uciekaj, już!
Krzyknęłam, a sama popędziłam w stronę silnego źródła magii. Tylko jedna osoba mogła aż tak promieniować magią.
I był tam. Stał na samym środku dziedzińca, samą tylko siłą woli unosząc kamienie i głazy.
Zmienił się. Jego skóra nabrała jeszcze głębszego odcienia błękitu, a niegdyś zielone, błyszczące miłością i troską oczy teraz były czerwone i pełne okrucieństwa.
-Loki! Błagam, przestań! Przerwij to szaleństwo!
Nie byłam pewna czy mnie usłyszy, ale na szczęście usłyszał. Zwrócił swoje przerażające oczy w moją stronę. Kiedy na mnie spojrzał, odrobinę złagodniały.
-Nathalie. Myślałem, że już cię nie zobaczę.
Jego delikatny głos przeniknął moje myśli. Podeszłam do niego i pocałowałam. Wargi miał zimniejsze od lodu.
-Skąd ten niedorzeczny pomysł?
Spytałam już na głos.
-Jestem potworem! Nie powinnaś mnie dotykać...
Odsunął mnie.
-Loki, proszę, porozmawiajmy. Tylko błagam, przestań. Zaraz zabijesz mojego brata.
Powiedziałam jak najspokojniej umiałam. Jego oczy złagodniały jeszcze trochę, a skóra przybrała odrobinę bardziej naturalny kolor.
-Masz brata?
Roześmiałam się i ponownie go pocałowałam. Tym razem nie odsunął mnie, a wargi miał troszkę cieplejsze. Uśmiechnął się i przytulił mnie.
-Skoro mamy porozmawiać, dobrze by było znaleźć odrobinę spokojniejsze miejsce.
I już w następnej sekundzie siedzieliśmy na szczycie jakiegoś klifu. Pod spodem rozciągało się szare, spienione morze. Loki spojrzał na mnie jeszcze raz, tym razem zdziwiony.
-Niesamowite. Tyle robiłem, by wreszcie doprowadzić do pocałunku, a tu wystarczyło tylko kilka rzuconych kamieni i proszę!
Roześmiał się. Oczy miał już normalne, zielone.
-No cóż, co mogę powiedzieć... impuls.
Wzruszyłam ramionami i zarumieniłam się. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
-To też zrzucimy na impuls, dobrze?
Wziął mnie na kolana i całował z taką pasją, jakiej jeszcze nigdy w nim nie widziałam. Po kilku minutach nie mogłam złapać oddechu. I nagle, jakby na przekór gorącej atmosfery, zaczął padać deszcz.
-Ojej. Przykro mi to mówić, ale chyba jednak wybrałeś nie najlepsze miejsce. Zmokniemy.
Stwierdziłam. Nagle otoczyła mnie zielona mgła, strzępki magii. Kiedy się rozwiała, przed nami stał niewielki domek. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-To... To ty!?
Spytałam się zduszonym głosem. Do czegoś takiego potrzeba olbrzymich umiejętności! Loki zaczerwienił się.
-Uch... Ćwiczyłem. Chodźmy do środka, dobrze?
W środku było przyjemnie ciepło, a w kominku trzaskał wesoło ogień.
-No dobrze... Skoro stworzyłeś coś tak niesamowitego, bez sensu to marnować... Prześpimy się tu jedną czy dwie noce, a potem wrócimy do Asgardu... Oczywiście, będziemy tu co jakiś czas wracać...
-Przykro mi, ale raczej nie.
Loki przerwał mój słowotok.
-Co raczej nie?
Spytałam się zdziwiona. On spojrzał na mnie i westchnął.
-Nie mogę wrócić do Asgardu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz