piątek, 17 czerwca 2016

Rozdział 8

-Ale... Dlaczego?
Spytałam się i już w następnym momencie sama udzieliłam sobie odpowiedzi na to pytanie. Przecież Loki, jako Lodowy Olbrzym, nie miał wstępu do Asgardu. Gdyby się tam pojawił, straże pojmałyby go i zgładziły. Ja także nie mogłam się tam pojawić. W końcu pomogłam wrogowi Asgardu.
-Czyli już nigdy nie zobaczę Thora...
Zasmuciłam się. Mimo, iż ostatnio nasze stosunki były nienajlepsze, nadal był moim bratem. Loki, widząc moje przygnębienie, przytulił mnie i próbował pocieszyć.
-Proszę, nie martw się. Przecież na pewno damy radę się jakoś z nim skontaktować... Z Jacobem też jakoś nawiążemy kontakt... Może namierzymy też jakiś innych twoich znajomych?
Nawijał, chociaż wiedziałam, że sam w to nie wierzył. Teraz byliśmy uciekinierami. Przestępcami. Kogokolwiek, z kim byśmy się skontaktowali, czekała śmierć. Wyswobodziłam się z objęć boga i uśmiechnęłam się.
-Hej, nie myślmy o tym teraz. Jestem głodna. Zrobić ci coś?
Ruszyłam do kuchni i po kilkunastu minutach wróciłam do salonu naszego domku z talerzem pełnym parujących gofrów. Na ich widok Loki zareagował czystym entuzjazmem głodnego faceta. Po chwili, po gofrach zostało już tylko wspomnienie.
-Jestem pewien, że nawet w Asgardzie nie znalazłbym lepszych. Naprawdę!
Zaśmiał się Loki.
Tak upływały nam tygodnie. Całymi dniami spacerowaliśmy po bezkresnych wrzosowiskach, a jeśli pogoda nie dopisywała, czytaliśmy książki przy trzaskającym wesoło ogniu w kominku. Dni upływały mi bezstresowo. W przeciwieństwie do wieczorów.
-Uch... Loki, nie mógłbyś, proszę, wyczarować dwóch sypialni?
Jęknęłam pierwszego wieczoru, kiedy tylko weszłam do wielkiej sypialni, w centrum której królowało wielkie łoże. Małżeńskie łoże.
-Przepraszam! Byłem zbyt zajęty tworzeniem całokształtu, by skupić się na szczegółach, to wyszło tak jakoś samo... Strasznie cię przepraszam...
Plątał się Loki. Był cały czerwony, ale w jego oczach było widać rozczarowanie. W końcu nie mogłam go słuchać i zatkałam mu usta pocałunkiem.
-Dobrze, wystarczy, to ja przesadzam. Przepraszam. Przecież stworzenie całego domu to wielki wyczyn, nie powinnam czepiać się szczegółów. Nic się nie stało. Jest w porządku.
Tłumaczyłam spokojnie. Widać było radość i ulgę w jego oczach.
Mimo, iż spaliśmy razem już od wielu tygodni, codzienne budzenie się przy jego boku troszkę mnie krępowało. Ale zdecydowanie przeważała radość, miłość i poczucie spełnienia. Byłam szczęśliwa. Myślałam, że tak będzie wyglądało nasze życie.
Myliłam się.
Tego dnia obudził mnie nie szum fal, rozbijających się o skaliste wybrzeże, a huk wyważanych drzwi. Przerażona, wyskoczyłam z łóżka. Loki był już na nogach. Stał w drzwiach, plecami do mnie, zasłaniając mnie. Dopiero po chwili zauważyłam, przed czym mnie chronił.
Do naszego domku wtargnął cały szwadron żołnierzy Asgardu. Znaleźli nas.
-Poddajcie się, a nic wam się nie stanie. Zostaniecie dostarczeni do Asgardu, gdzie odbędzie się proces.
Rzekł żołnierz na samym przodzie. Nie, to nie był żołnierz. To był...Thor!?
Jego oczy były zimne. Nie był już moim bratem, a bezwzględnym oprawcą.
-Thor? Błagam, zostawcie nas w spokoju. Proszę...
Minęłam Lokiego i podeszłam do Thora. W jego oczach nie mogłam się doszukać ani krzty ciepła. Próbowałam podejść jeszcze kilka kroków, ale Loki mnie powstrzymał.
-Nie rób tego. On może zrobić ci krzywdę...
Błagał mnie. Nie ustąpiłam i delikatnie wyplątałam się z jego objęć. Pocałowałam go w policzek i pewnym krokiem podeszłam do Thora. Zatrzymałam się tak blisko, że mogłam policzyć jego rzęsy.
Wtedy Thor błyskawicznym ruchem złapał mnie i przycisnął mi sztylet do gardła. Byłam zdana na jego łaskę i bezbronna.
-Poddaj się, Loki, a śmiertelniczce nic się nie stanie.
Rzekł Thor. Loki, z obawą o mnie w oczach, podniósł ręce do góry na znak kapitulacji. Natychmiast podeszło do niego dwóch żołnierzy i skuło go. Po chwili to samo zrobili mi.
Thor skinął głową.
-Dobrze. Ruszamy do Asgardu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz