PERSPEKTYWA NATHALIE
Siedziałam ukryta między liśćmi wierzby płaczącej. Obok mnie słychać było szept małego strumyczka. Dobrze ukryta, siedząc na wysokiej gałęzi ćwiczyłam swoje moce. Nadal ich nie rozumiałam. Nadal wiedziałam niewiele, choć to, czego już się nauczyłam, bywało przydatne. Tworzenie nowych przedmiotów z mgły, niszczenie magicznych barier... Unieruchamianie ludzi... Tak, to były przydatne umiejętności. Jednak... Bałam się z nich korzystać. Kiedy zobaczyłam Thora... Wpadłam w amok. Było trochę tak, jakbym była tylko pasażerem swojego ciała, a nie kierowcom. Później, wielokrotnie dziękowałam Losowi, że Loki mnie powstrzymał.
-Znowu chowasz się na drzewie, co?
Usłyszałam. Spojrzałam za siebie. Stał tam, opierając się o pień drzewa, nie kto inny, jak Loki. Uśmiechnęłam się i gestem pokazałam mu, by usiadł obok mnie. Zajął miejsce za mną, a ja ułożyłam się między jego nogami i położyłam mu głowę na piersi.
-Podoba mi się tu. Brakowało mi takiej wolności... Jak już o tym mowa, to gdzie jesteśmy?
Spytałam się.
-Na południu Europy. Piękne miejsce...
Westchnął mój ukochany. Pocałowałam go w policzek, a on położył rękę na moim brzuchu. Zarumieniłam się, lecz nic nie powiedziałam. Kochałam go... Więc po co się odsuwać i krzywdzić siebie i jego. Przytulił mnie mocniej.
-Kocham cię.
Wymruczał. Obróciłam się, by mu odpowiedzieć... I w tym momencie gałąź się zarwała. Wylądowaliśmy na ziemi. Upadliśmy tak niefortunnie, że Loki leżał teraz na mnie. Pochylił się i skradł mi pocałunek.
-Oho. Czyżbym miał się spodziewać siostrzeńców i siostrzenic?
Zarechotał ktoś. Szybko oswobodziliśmy się, oboje czerwoni. Thor śmiał się do rozpuku. Nie mogłam na niego patrzeć ze wstydu. Cała czerwona schowałam twarz w dłoniach. Loki też nie wyglądał na pewnego siebie.
-Gałąź się złamała... Uch, spadliśmy. Nic się tutaj nie działo...
Wyjąkał. Thor śmiał się jeszcze mocniej.
-Co wyście takiego robili, że gruba, mocna gałąź się złamała?
Spytał się, wskazując na odłamany kawałek drzewa. Uniósł brwi w kpiącym uśmieszku. I wtedy zrozumiałam, co sugerował.
-Thor! Ty bałwanie, co ty masz w głowie!?
Jęknęłam.
-Przecież... Przecież jakby ten... Jakby ten tego... Jakbyśmy... No wiesz przecież o co mi chodzi! Jakbyśmy TO robili, to chyba nie byłabym w ubraniach, prawda!?
Wyjęczałam, patrząc na mojego przyszywanego brata. Pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu chciałam go zabić... Kiedy już znaleźliśmy kryjówkę, wytłumaczył, co zrobił mu Odyn. I ja, i Loki byliśmy w szoku. Trzeba nie mieć skrupułów, by zrobić coś takiego! I to własnemu synowi...
Poczułam, że coś cieknie mi po ramieniu. Na ręce miałam niewielkie zadrapanie, z którego wyciekało... No właśnie, nie wiem co! Było ciepłe, czarne, a konstystencją przypominało...
-Chłopaki... Z moją... Krwią... Jest coś bardzo nie w porządku.
Obydwaj spojrzeli po sobie. Zaraz... Przecież obydwaj widzieli przedtem moją krew! I nie powiedzieli mi, że ona jest CZARNA!
-Nat... Bałem się o tym mówić... No bo wiesz... Ragnarök... Tą mityczną zagładę Asgardu... Miała zwiastować niespotykanej urody demonica, która skradnie serce boga... A... demony... Mają czarną krew...
Wyszeptał Thor. Zamurowało mnie. Patrzałam na niego szeroko otwartymi oczyma.
-I do tego... Dzień tej ostatecznej bitwy, dzień zagłady Asgardu... Ma poprzedzić zamarznięcie Midgardu... A to już nastąpiło. Nastąpiła też śmierć Baldura... Mojego starszego brata, którego nigdy nie poznałem. I... I jeszcze ma mieć potomstwo z Angrbodą. W zależności od przekładu może być ona albo Olbrzymką, albo demonicą...
Odetchnęłam z ulgą. Nie nazywam się Angrboda. Więc nie spowoduję końca świata, on nigdy nie nastąpi! Podczas pobytu w Asgardzie trafiłam na spis Olbrzymów. Angrbody tam nie znalazłam. A z kolei demony wyginęły jeszcze przed bogami, więc ja byłam ostatnim demonem we wszystkich dziewięciu światach. Nie nazywałam się Angrboda.
-Uspokójcie się. To jakieś brednie. Nie ma Olbrzymki Angrbody, demonicy też nie, bo ja jestem ostatnia. Więc koniec świata nie nastąpi. Nie ma po co panikować.
Rzuciłam lekceważąco. Jednak moi towarzysze się nie uspokoili.
-Skarbie... Tylko, że twoje imię w przekładzie na język Olbrzymów brzmi właśnie... Właśnie Angrboda.
Szepnął Loki. Jednak to nie wytrąciło mnie z równowagi.
-To przecież nic nie znaczy. Według przepowiedni, musielibyśmy mieć trójkę dzieci. A nie musimy, prawda? Możemy mieć na przykład dwójkę...
Powiedziałam, jednak coraz mniej pewna. Twarz Lokiego rozświetliła się.
-Racja! Ta jedna rzecz... I przepowiednia nie nastąpi.
Krzyknął radośnie. Roześmialiśmy się, po chwili Thor do nas dołączył. Byłam pewna, że świat jest bezpieczny.
Myliłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz