niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 2

Obudziło mnie gwałtowne szarpnięcie. Dojechaliśmy. Czas wysiadać. Ale... Czy naprawdę trzeba?
-Właź pod to.
Szepnęłam do brata, pokazując mu koc leżący na dnie klatki. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale nie dyskutował. Po chwili zrobiłam to samo. Wtedy usłyszałam szorstki głos każący wszystkim wysiadać. Moje serce zamarło. A co jeśli nas zauważą...? Wszyscy wysiedli, ale nikt nie zwrócił na nas uwagi. Przepełniło mnie szczęście. Wydostaniemy się stąd! Przytuliłam brata, wzrokiem nakazując mu nadal milczeć. Ale wtedy...
-Hej, kto się tu kryje?
Wrzasnęłam ze strachu, instynktownie zasłaniając brata. Zobaczyłam mężczyznę, bez wątpienia Łowcę. Ale ten był inny. Wyglądał... Łagodnie. Mimo jego muskulatury, blond włosy nie mogły nadać mu groźnego wyglądu.
-Zostaw nas w spokoju. Nigdzie się nie wybieramy.
Starałam się brzmieć groźnie, ale to nic nie dało. Cały czas byłam tylko wystraszoną, chudą trzynastolatką.
-Nie bój się. Jestem Eric.
Mimo jego ubioru i zachowania Łowcy, nie bałam się go. Słuchałam go z uwagą. Opowiadał, jak tu wygląda życie. Nie brzmiało znowu aż tak źle. Miałam nadzieję, że pozwoli nam tu zostać i uciec. Niestety...
-Przepraszam was, ale naprawdę musimy już iść. Królowa ma coś do powiedzenia.
Zauważył strach w moich oczach. Dodał:
-Pójdę z wami. Obronię was przed straszliwymi Łowcami!
Nadął się i wyglądał tak śmiesznie, że zachichotałam. Pomógł mnie i Jacobowi zejść z wozu i zaprowadził nas do zamku. Stał obok nas i czułam się... Bezpiecznie. Wtedy nadeszła królowa. Wyglądała jak ożywiony lodowy posąg. Rozejrzała się po sali. W jej lodowato błękitnych oczach nie było nic. Pustka. I wtedy zaczęła mówić.
-Moje dzieci...
Jej głos brzmiał jak wiatr na wiecznie zamarzniętych stepach tego kontynentu.
-Uwolniłam was od największego zła tego świata. Od zła, które niszczyło wielkie dynastie. Od zła. Które rozgramiało silne armie. Uwolniłam was od miłości. Miłość to strach. A strach, to słabość.
Nie mogłam już tego słuchać. Prychnęłam. Oczy królowej natychmiast zwróciły się w moją stronę.
-Jak brzmi twoje imię?
Spytała się mnie swoim lodowym głosem. Udało mi się nie zadrżeć. Na cały głos powiedziałam:
-Nazywam się Nathalie i jestem dziewiątą księżniczką królewskiego rodu Lodowych Pustkowi.
Przez tłum dzieci przeszedł szmer. Część z nich spojrzała na mnie ze współczuciem. Wiedziały, że przyznając się do królewskiego statusu, wydałam na siebie wyrok śmierci. Nie przejmowałam się tym.
-A to dziecko, tulące się do ciebie?
Zamarłam. Zupełnie zapomniałam o bezpieczeństwie braciszka. By go ocalić, nie miałam innej opcji niż... Niż się go wyprzeć.
-Nie znam go.
Te słowa złamały mi serce, ale nie pozwoliłam, by królowa to zauważyła. Wiedząc, że za chwilę zginę, wyszeptałam do Erica:
-Zaopiekuj się moim bratem.
Niemal niezauważalnie skinął głową. Też wiedział, co za chwilę nastąpi.
-Podejdź do mnie.
To królowa. Z całą elegancją, na jaką było mnie stać, pokonałam te kilka metrów do podestu królowej i stanęłam naprzeciwko niej.
-Przygotuj się.
Wyszeptała. Ostatni raz spojrzałam na Erica i Jacoba. W ich oczach widać było ból. Jacob doskonale wiedział, co to śmierć. Wiedział, jak się zachować w tej sytuacji, ponieważ na północy, w tych warunkach, dorósł niezwykle szybko. Miał psychikę osoby niemal dorosłej. Z kolei Eric... Znałam go tylko kilka minut, ale już był dla mnie jak starszy brat. Odwróciłam się w stronę królowej.
I wtedy poczułam ból.
Ból. Jakby w moje ciało wbijało się tysiąc sztyletów, pokrytych kwasem. Zadrżałam, ale się nie przewróciłam. Nie dałam po sobie pokazać, jak bardzo cierpię. Resztkami sił użyłam pradawnego daru Przodków: Zamknęłam oczy i osunęłam się w ciemność. Wędrowałam w tej ciemności, póki nie zauważyłam iskierki życia królowej. Wtedy zebrałam cały mój ból i cisnęłam nim w królową. Widząc, jak jej iskierka drży, powróciłam do normalnego wymiaru. Otworzyłam oczy i zobaczyłam królową. Kuliła się z bólu. Jednak trwało to tylko chwilę, mój dar był za słaby, by to podtrzymać. Gdy Lodowa Władczyni się wyprostowała w jej oczach zobaczyłam zdumienie. I może... Szacunek. Wtedy przemówiła do tłumu dzieci:
-Nathalie zostanie najsilniejszą Łowczynią z was wszystkich. Bierzcie z niej przykład.
Ze zdumieniem spojrzałam na królową. W jej oczach widziałam ostrzeżenie. Mówiła wyraźnie: Nawet nie próbuj. Nadal jestem od ciebie silniejsza. Cóż miałam zrobić? Udałam się razem z resztą na trening.


Cześć! Mam nadzieję, że podoba Wam się mój blog. Śmiało, komentujcie, jeśli chcielibyście coś zmienić, śmiało piszcie, na pewno wezmę Wasze wskazówki pod uwagę:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz