PERSPEKTYWA LOKIEGO
To wydawało się być sennym koszmarem. Pojmanie, Asgard... Nathalie. Sztylet! Krew...
-Nie!
Wyrwałem się Odynowi. Nawet się nie opierał. Jak najszybciej podbiegłem do Nat. Chwyciłem ją tuż przed upadkiem. Przyłożyłem ucho do jej piersi. Nasłuchiwałem.
Bicie serca.
Zamilkło.
-Nie. Nie, nie, nie... Błagam, trzymaj się, wszystko będzie dobrze...
Szeptałem, gorączkowo próbując przywrócić ją do życia. Zwabiona hałasem, na sali pojawiła się moja matka. Frigga. Jednym rzutem oka oceniła sytuację. Podbiegła do Odyna.
-Panie... Proszę, ocal tą śmiertelnizkę... Jest niewinna...
Zaczęła błagać swojego męża. Twardy wzrok Odyna złagodniał.
-Dobrze. Zabierzcie ją do infirmerii. I rozkażcie sprawdzić, czym ona jest. Bo na pewno nie jest śmiertelniczką.
Rozkazał.
-A co do Olbrzyma... Zaprowadźcie go do lochu. Gdy jego partnerka wyzdrowieje, osądzimy ich obu.
Zarządził Pan Dziewięciu Światów. Straże podbiegły do mnie, zakuły i poprowadzili do lochu. Nawet się nie opierałem. Rzuciłem ostatnie spojrzenie na moją ukochaną. Gdy zobaczyłem jej nieruchome, broczące krwią ciało, moje trzewia rozerwała nowa fala bólu.
PERSPEKTYWA NATALIE
Umierałam. Byłam tego stuprocentowo pewna. Widziałam Walkirie, prowadzące mnie w stronę Walhalli. Nie bałam się. Ale wtedy usłyszałam jego głos.
-Nathalie... Błagam, nie poddawaj się! Wróć do mnie...
Otrzeźwiałam. Odwróciłam się od wiecznych rozkoszy Walhalli i zawróciłam, idąc krętą drogą w stronę Życia.
Otworzyłam oczy. Widziałam sufit infirmerii, słyszałam szepty uzdrawiaczy i opiekunek. Próbowałam się podnieść, lecz nie mogłam. Byłam przykuta do łóżka i unieruchomiona.
-Loki?
Spróbowałam skontaktować się z nim telepatycznie. Zadziałało.
-Nathalie? Kochanie, jak dobrze... Bałem się, że nie dasz rady...
Wyszeptał.
-Nic mi nie jest. To ty zawróciłeś mnie z drogi Śmierci. Usłyszałam twój głos...
Zwierzyłam się. Wyczułam jego wzruszenie.
Kilka minut później uzdrawiacz zauważył, że jestem już przytomna i zdrowa. Po ranie nie było nawet śladu. Z rozkazu Odyna zaprowadzono mnie do lochów. Gdy tylko gwardziści otworzyli drzwi celi, Loki podbiegł do mnie i wziął mnie w ramiona.
-Na Bogów... Bałem się, że nie przeżyjesz.
Nie musiałam odpowiadać. Siedzieliśmy na ziemi, tuląc się do siebie. Ta chwila mogłaby trwać wieczność, ale była jedna sprawa, która mnie nurtowała.
-Loki... Wiesz, kto mnie dźgnął tym sztyletem?
Spytałam się. On westchnął.
-Bałem się, że o to spytasz. To...to był Thor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz